piątek, 7 czerwca 2013

Kryzys (myślenia przede wszystkim)


W zeszłym miesiącu pisałem o tym kiedy zakończyć się może trawiący znaczną część świata kryzys ekonomiczny. Postawiłem w tym felietonie śmiałą tezę odnośnie sposobu rozwiązania obecnych problemów, śmiałą na tyle, że ze spokojem siadam do pisania o tym jak do kryzysu się przyzwyczaić.

W świecie medycyny czy zdrowotnej profilaktyki coraz większego znaczenia nabiera myślenie, które zostało zdefiniowane jako „Evidence Based Medicine”.  Jest to odpowiedź na zalewające nas analizy, rekomendacje, rzekome wyniki badań, które sugerują spożywanie (lub odwrotnie) określonych pokarmów, wskazują na skuteczność (lub odwrotnie) określonych procedur medycznych itp. Jako laicy jesteśmy niestety podatni na wszelkiego rodzaju oszołomstwa, szczególnie gdy dotyczy to tak cennej rzeczy jak naszego (lub bliskich) zdrowia. Wydawało by się, że cała „nasza” zachodnia medycyna jest oparta o rzeczowo realizowane prace badawcze od setek lat. Okazuje się jednak, że czasem jakość badań i co za tym idzie zdolność do wyciągania daleko idących wniosków pozostawia często dużo do życzenia. Dodajmy do tego sponsorów (kto nie czytał o zdrowotnym wpływie picia wina w umiarkowanych ilościach ?), lobbing firm farmaceutycznych, interesy środowiskowe itp. i okazuje się, że metodyczne podejście do lepszego rozumienia naszego organizmu może mieć kluczowe znaczenie.

Dlaczego o tym piszę ? Mam nieodparte wrażenie, że w wiedzy o zarządzaniu biznesem mamy podobną sytuację co obecnie w medycynie. Niby jest to dziedzina na wskroś dwudziestowieczna (i dwudziestojednowieczna też) a poziom naszego rozumienia złożonej rzeczywistości wyznaczają czasem obiegowe opinie, nieuzasadnione w żaden sposób analizy czy opinie tzw guru. Zarządzanie należy oficjalnie do dziedziny nauk ekonomicznych ale jak poczytać sobie tu i ówdzie to znają się na zarządzaniu prawie wszyscy: psychologowie (a nawet terapeuci), oczywiście ekonomiści, socjologowie, ale też praktycy: przedsiębiorcy, inwestorzy itd.

Jeśli nie odczuliśmy na własnej skórze to przynajmniej przeczytaliśmy, że silne spowolnienie naszej gospodarki ma negatywny wpływ na wiele dziedzin życia społecznego i gospodarczego.  Więcej niż kiedykolwiek firm zmniejsza zatrudnienia, trudniej o podwyżki i awanse. Załóżmy, że jesteśmy pracownikiem i straciliśmy właśnie etat. Co nam mówią guru, duchowi przewodnicy i koledzy powtarzający obiegowe prawdy ? Powtarzają, że właściwie to dobrze bo otwierają się przed nami nowe perspektywy, wreszcie mamy szansę na to by się zrealizować. Przecież i tak męczyliśmy się w tej pracy, szef był idiotą (swoją drogą ciekawe, że bycie idiotą jest jedną z nielicznych cech łączących w opinii rzesz pracowników większość kierownictwa) Załóżmy, że jesteśmy przedsiębiorcą, który właśnie zwolnił rzeczonego osobnika ? O czym możemy przeczytać lub usłyszeć od znajomych po fachu ?  Dowiemy się, że realizujemy właściwe działania służące długotrwałemu wzrostowi wartości firmy, podejmujemy racjonalne decyzje dobrze odczytując sygnały płynące z rynku i podobne banialuki. Ba, nawet możemy się spróbować przekonać, że zwalniając realizujemy boski plan uczynienia życia naszych (zaraz byłych) pracowników lepszym – dajemy im szansę by lepiej realizowali się gdzieś indziej.

Wygląda na to, że kryzys nam chwilę jeszcze potowarzyszy. Może warto wykorzystać go przynajmniej do tego by rozumieć i akceptować fakty. Oczywiście, że są wśród spełnionych przedsiębiorców ci, którzy dziękują bogu za to, że zostali kiedyś pozbawieni etatu – bo właśnie ten impuls popchnął ich do robienia wielkich rzeczy. Ale dla większości utrata etatu to ponure wydarzenie osobiste i źródło problemów ekonomicznych. Fale zwolnień nawiedzające polskie firmy pewnie, że zmniejszają koszty i cieszą tym samym posiadaczy akcji. Ale przede wszystkim są świadectwem złych lub przynajmniej nieoptymalnych decyzji. Oczywiście, że nikt nie mógł przewiedzieć skali załamania popytu wewnętrznego i spadku PKB. Ale cykliczność zmian w gospodarce trudno uznać za specjalną nowość.


Niniejszy tekst oryginalnie ukazał się w numerze 33 (maj 2013) Proseeed


2 komentarze:

  1. taki dwugłos ws zarządzania jest rzeczywiście powszechny. np. zarząd spółki giełdowej, który chce otrzymać prawo do przeprowadzania niezapowiedzianej emisji stanowiącej spory kawałek kapitału zakładowego, z pozbawieniem prawa poboru, bez wskazania na co mają iść pieniądze, bez określenia ceny minimalnej, przez drobnych inwestorów, którzy nabywali akcje na wyższych poziomach cenowych i którzy nie odżegnują się od uczestnictwa w emisji z prawem poboru zostanie określony wieloma brzydkimi epitetami. Zwłaszcza, że zarząd kolejny raz przeprowadza emisję i zawsze przy rekordowo niskich cenach akcji na gpw. Równocześnie, ten sam zarząd od inwestorów, do których skierowane zostaną tanie akcje dostanie same pochwały i zapewnienia, że buduje wartość (ich portfeli z pewnością).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz adekwatny wyjątkowo do tego co napisałem. Zamiast dyskutować o faktach można do woli przedstawiać opinie i komentarze. Jedyny fakt jaki można poddać ocenie jest taki, że zarząd zaproponował uchwałę w tej sprawie pod głosowanie na WZA. A od tego do przyjęcia (odpowiednio wysoką większością głosów) uchwały i ewentualnej później jej realizacji jest droga daleka, szczególnie, że Spółka nie deklarowała żadnych kobkretnych planów ani celów emisji.

      Usuń