poniedziałek, 18 marca 2013

Demografia


Startupy robią ludzie młodzi. W sumie wiadomo dlaczego – są to firmy, które dotykają nowych technologii, a ktoś, kto wychował się w świecie, w którym Internet i komórka były zawsze, będzie miał o tym świecie wiedzę nieporównywalnie większą niż osoba, która musiała „nauczyć się obsługi komputera”. Są też powody natury biologiczno-psychologicznej. Z upływem lat nie tylko ubywa sił fizycznych i chęci pracy w trybie całodobowym, lecz także zmniejsza się stopniowo wiara w możliwość zbawienia świata, dokonania przełomowego odkrycia czy zarobienia miliardów złotych. Nie mówiąc już o tym, że nieprzynoszenie co miesiąc pensji może skutecznie zmniejszyć nie tylko naszą wiarę we własne możliwości, lecz także odstraszyć potencjalnych życiowych partnerów. Wprawdzie biologię i uwarunkowania społeczne można oczywiście próbować wpierw przeczekać, a później próbować oszukać (lub na odwrót), ale zwykle dopadną one człowieka wcześniej, niż zrobi IPO lub/i sprzeda biznes Google za 100 mln dol. Na marginesie – to, o czym piszę powyżej, to także prozaiczne przyczyny, dla których w Polsce wciąż (i zapewne będzie tak jeszcze przez dekady) za najbardziej wartościowy etat uważana jest praca dla dużej korporacji. A najlepiej, by była nie tylko duża (bo stabilność), lecz także i fajna (bo ciekawi ludzie, rozwój itp.). Stąd we wszystkich rankingach najcenniejszych przyszłych pracodawców, tworzonych na podstawie głosów studentów, od lat znajdują się mniej więcej te same przedsiębiorstwa: Google, duże firmy konsultingowe (Ernst & Young, Accenture), IT (Microsoft, IBM) itp.
Do tego dochodzą jeszcze uwarunkowania ekonomiczno-historyczne. Kulturowe już sobie odpuszczę, bo wszyscy wiemy, że w naszym społeczeństwie tolerancja na porażki w biznesie jest mniej więcej taka, jak na inne przejawy odejścia od wzorca „biały-heteroseksualny-Polak-katolik”. Jesteśmy krajem ludzi nieszczególnie bogatych. Prawda naiwnie oczywista, ale mimo tego, co sądzimy o kompletnie samodzielnych i samowystarczalnych mieszkańcach Ameryki Północnej i bogatszej części Europy, to transfery finansowe od pokolenia rodziców dają niezbędną (także psychicznie) poduszkę, która może amortyzować seryjne bankructwa kolejnych nowych internetowych biznesów. Na koniec jest jeszcze historia (à propos – w którym innym kraju kilka popularnych tytułów dziennych i tygodników opinii wydaje regularnie dodatki… historyczne?), która każe nam walczyć o stabilizację. Stąd (na serio tak uważam) popularność kredytów hipotecznych w młodym pokoleniu. A jeśli komuś brakuje pomysłu na pracę magisterską, podaję gotową hipotezę, którą fajnie by udowodnić w skali międzynarodowej: liczba kredytów hipotecznych w pokoleniu osób w wieku 25–35 lat jest odwrotnie proporcjonalna do liczby założonych nowych przedsiębiorstw (nie licząc oczywiście takich, które pozwalają płacić 19% podatku zamiast 35%, bo tutaj Polska miałaby szansę stać się najbardziej przedsiębiorczym i zadłużonym krajem na świecie).
Startupy technologiczne są w zasięgu młodych ludzie także z prozaicznego powodu – potrzebne nakłady inwestycyjne są stosunkowo niskie, a koszty, tak sprzętu, jak i oprogramowania, wciąż spadają. I to się nie zmieni. Zmieni się to, że obecne pokolenie startupowców kiedyś będzie starsze. Część z tych osób zdoła zgromadzić przyzwoity kapitał, odchowa dzieci, pokorzysta z uroków życia i… dalej będzie inwestować czas i pieniądze w to, co nowe i ciekawe. Wierzę głęboko, że zanim świat podbiją nasze dzieci, usłyszymy o międzynarodowych sukcesach polskich internetowych przedsiębiorców średniego pokolenia.
Niniejszy tekst oryginalnie ukazał się w numerze 31 (marzec 2012) Proseeed 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz