wtorek, 1 stycznia 2013

WWW czyli Ważny Wysoki Wzrost

Psychologowie są zgodni, bo łatwo tutaj o miarodajne wyniki badań: wysoki wzrost służy jednostkom nim obdarzonym. Wysokim łatwiej zdobyć atrakcyjnego partnera, zarabiają więcej i szybciej awansują.
A co ze wzrostem firm? Wydaje się, że tutaj też nie ma żadnych wątpliwości. Większość rozmów z tymi, którzy trzymają w rękach portfele i mogą ich zawartością wspomóc przedsiębiorcę, zaczyna się od pytania o możliwe do osiągnięcia tempo wzrostu, a kończy na dociekaniach odnoszących się do wysokości marż. Czasem mam wrażenie, że pozostałe pytania inwestorów to już wyłącznie kurtuazja albo rodzaj intelektualnej rozrywki związanej z poznawaniem różnych biznesów.
Czyli jedyne, co może interesować szefów i właścicieli firm, to osiągnięcie jak najszybszego tempa rozwoju dzięki szukaniu atrakcyjnych rynków, budowanie przewagi konkurencyjnej poprzez lepsze produkty i usługi, rozwijanie organizacji tak, by była w stanie wytrzymać wysoką dynamikę rozwoju.
Niezliczona liczba nagród, rankingów, zainteresowanie prasy i konkurencji – to wszystko koncentruje się wokół wzrostu, który rozumiany jest czysto ekonomicznie: jako rosnące przychody i zyski. Wzrost jest dobry i jest dowodem kompetencji menadżerów. Brak wzrostu, a już szczególnie spadki, są powodem, by poszukać bardziej profesjonalnych zarządców.
Na tych szpaltach nie ma miejsca na to, by zmierzyć się z podstawami takiego myślenia. Ale powiedzmy dla porządku, że to nie jest idea ogólnoświatowa. Jesteśmy w tym podejściu nieodrodnymi dziećmi naszej kultury. Naszej, czyli zachodniej. Skrót myślowy pomiędzy Kartezjuszem a rewolucją przemysłową jest pewnie skandalicznym pomysłem retorycznym. Ale bez postawienia na piedestale myślenia naukowo-racjonalnego, jako jedynego dopuszczalnego, nie byłoby dramatycznego postępu technicznego i idącego za tym rozwoju społecznego. Niemniej to wszystko powoduje, że trudno nam dziś kwestionować takie aksjomaty jak dobro pochodzące ze wzrostu.
Osobiście nie lubię takiego myślenia. Bliższe jest mi podejście, w którym, tak w życiu jak i w biznesie, szukamy zrównoważonego rozwoju. Znaczenie słowa „rozwój” nie może być przy tym ograniczone wyłącznie do cyferek. Bo prymat liczb pozwala nam uprościć i ułatwić sobie życie. Niebotyczna wycena Apple zasłania armię nisko opłacanych i skandalicznie traktowanych Chińczyków. Nieprawdopodobne tempo wzrostu Facebooka odwraca uwagę od notorycznie łamanych praw ochrony naszej prywatności.
Pod tym względem zrównoważony rozwój jest trudniejszym wyzwaniem. Bo wymaga, byśmy myśleli nie tylko o swoich udziałowcach (lub wartości własnych udziałów), wysokości swojej pensji i premii. Każe nam, przedsiębiorcom, szefom, liderom myśleć o wartościach, każe zastanawiać się nad tym, jak nasze działania wpływają na innych, jaki mają skutek społeczny. W biznesie nie ma łatwych decyzji nawet, jeśli darujemy sobie pryzmat społeczno-etyczny. Każdy, kto kiedykolwiek stanął przed koniecznością zwolnienia pracownika, doskonale to rozumie. Ale paradoksalnie nawet w tak trudnej sytuacji dodanie do naszego myślenia szerszego kontekstu może pomóc podjąć lepszą decyzję. Lepszą, co niekoniecznie oznacza taką, która przyspieszy nasz wzrost.

PS Tomáš Sedláček, czeski ekonomista, popełnił książkę pt. „Ekonomia dobra i zła”. Polecam tym wszystkim, którzy nie wierzą we wzrost dla samego wzrostu.

Niniejszy tekst oryginalnie ukazał się w numerze 28 (grudzień 2012) Proseeed

3 komentarze:

  1. Tym razem użyłeś strasznie dużo trudnych słów w tym teksćie. Zdecydowana nadreprezentacja w stosunku do innych artykułów. Książki już szukam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mądra książka, można ściągnąć z Amazona w postaci cyfrowej, wyszło też polskie tłumaczenie

      Usuń
  2. Juz niedlugo kiedy nasze komputery zaczna doskonale rozumiec slowo mowione, a zwlaszcza po polsku (patrz ostatnie eksperymenty z Chrome 25) bedzie mozna sciagac ksiazki Janusza Zebrowskiego z Amazona. Wtedy wyrzuce swoje dwa Kindle (paper + hd fire) do sedesu.

    OdpowiedzUsuń