czwartek, 18 października 2012

Startup AD 1944

1 sierpnia o godzinie 17.00 w Warszawie jak zwykle zawyły syreny. Nie chciałbym wypowiedzieć żadnej nierozsądnej uwagi, która mogłaby być uznana za brak szacunku dla młodych ludzi walczących i ginących w 1944 roku. Jednak im dłużej zastanawiam się, kim byli powstańcy, tym bardziej wydaje mi się, że gdyby żyli dziś, zajmowaliby się tworzeniem nowych internetowych przedsięwzięć. Mimo że moja wiedza historyczna jest niepogłębiona i niekompletna, nie mam żadnych wątpliwości, że wielu powstańców to były osoby młode – studenci, ale także uczniowie liceów czy gimnazjów – siłą rzeczy wykształcone, raczej mieszkające w miastach. Ta sylwetka odpowiada również młodemu twórcy przedsięwzięć internetowych. Na tym podobieństwa się nie kończą – zarówno młodzi AD 1944, i jak AD 2012 gotowi byli/są, by poza strukturami, poza systemem poświęcać energię i czas na tworzenie czegoś zupełnie nowego. To poświęcenie oznaczało
i wciąż oznacza, że na dalszy plan mogą iść sprawy prywatne, rodzinne itp. Bo ważna jest Sprawa – czymkolwiek by ona była. Raczej przeczuwam, niż opieram się na konkretnych faktach, ale przynajmniej część żołnierzy Armii Krajowej była fanami nowych (wtedy) technologii. Inaczej nie funkcjonowałyby podziemne radiostacje, nielegalne rusznikarnie, a studia na Politechnice Warszawskiej w ramach tajnych kompletów nie cieszyłyby się taką popularnością. I wtedy, i dziś innowacje nie dotyczyły wyłącznie spraw technicznych. Chodziło i wciąż chodzi o pomysłowość i otwartość na zmiany dotyczące organizacji, sposobów komunikacji, zarządzania itp.
Pozwalam sobie na taką paralelę bynajmniej nie po to, by właściciele, zarządzający i pracownicy startupów doznali błogiego poczucia niezwykłości polegającej na podobieństwie do postaw i zachowań ludzi, których historia postawiła w panteonie współczesnych herosów. Moje motywacje są wręcz odwrotne. Jest jedna zasadnicza i kilka pomniejszych różnic pomiędzy postawami jednych
i drugich. Nie potrafię przyjąć inaczej niż z głębokim szacunkiem i dumą, że tysiące młodych Polaków podczas drugiej wojny światowej miało odwagę ryzykować, a często po prostu oddać życie w imię czystej idei. Ta idea dotyczyła zasadniczo jednej sprawy – byśmy mieli własne, niepodległe państwo. To wszystko, o czym mówiłem wcześniej, czyli wiedza, kompetencje, zaangażowanie, innowacje, pomysłowość, miało jeden wielki cel – walkę z okupantem o wolność. Dziś, kiedy paleta wyborów jest nieskończenie szeroka, paradoksalnie można zazdrościć młodym powstańcom życia w świecie prostych opcji i ich szybkich konsekwencji. Niemniej nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak niewielu internetowych przedsiębiorców myśli o tym, by uczynić świat lepszym, a tak liczni – o wycenie przy n-tej rundzie finansowania i potencjalnych profitach z wyjścia z inwestycji. Dlaczego mało kto myśli o pozyskaniu kapitału, by osiągnąć coś naprawdę spektakularnego, a tak wielu podnieca się wirtualnymi pieniędzmi w postaci wyceny akcji na NewConnect?
I jeszcze jedno. Do tego, by funkcjonowało podziemne państwo, potrzebne było pełne zaufanie do kolegów. Ile dziś mamy zaufania i chęci, by dzielić się doświadczeniem i wiedzą z innymi – w imię rozwoju całego rynku, bez koncentrowania się przez cały czas wyłącznie na własnym biznesie? Z takimi myślami wracam do heroizmu młodych powstańców i nie wiem, czy patrzyliby na swoich dzisiejszych rówieśników ze zrozumieniem i akceptacją.

Powyższy tekst oryginalnie okazał się w Proseed (nr 26, 10/2012)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz