niedziela, 14 października 2012

Internety robię, z przewagą butów

W zeszłym tygodniu miałem przyjemność, po raz kolejny, udawać osobę, która zna się na internetowych biznesach. Występowałem jako mentor w organizowanym przez Gazeta.pl start-upowym konkursie. Właściciel Gazeta.pl jest ostatnio łatwym chłopcem do bicia - w kontekście ich wyników finansowych, wyceny na giełdzie czy rynkowych perspektyw. Niemniej pozostaje niedoścignionym wzorem (w mojej przynajmniej opinii) jak media mogą w inteligentny sposób łączyć cele biznesowe z działalnością "misyjną". Podobnie patrzę na StartupFest - wielkie brawa dla Pawła Wujca, Maćka Wichy i wszystkich innych z zespołu Gazeta.pl, którym chce się angażować w tak dobre przedsięwzięcie. Dobre pewnie i dla organizatorów ale przede wszystkim świetne dla młodych przedsiębiorców. O tym jakie konkretne znaczenie może mieć udział i sukces w takim konkursie bardzo bezpośrednio wyłożył w zeszły czwartek Arek Skuza (SaveUp - zeszłoroczny zwycięzca StartupFest).
Tegoroczny zwycięzca czyli Fun in Design jest prawdziwie nowym przedsięwzięciem. Na swojej stronie internetowej jako datę uruchomienia podają 3 października 2011 r. - tym bardziej spektakularny jest więc ich sukces, w sytuacji kiedy konkurowali z kilkoma bardziej "okrzepłymi" firmami. Pamiętam jak kilka lat temu zawrotną karierę - przynajmniej w mediach - robiła idea "mass customization". Internet jest wymarzonym narzędziem by konsument sam projektował sobie produkt a coraz mądrzejsze urządzenia i procesy produkcyjne pozwalają na to by jego cena nie różniła się znacząco od tej osiąganej w masowej produkcji. Taki model jest istotą funkcjonowania - Fun in Design pozwala otóż projektować sobie buty. Są to oczywiście głównie buty dla pań ale sztyblety okazały się na tyle uniwersalnym modelem obuwia, że także panowie mogą pobawić się w wybór koloru skóry, rodzaju podeszwy czy sposobu szycia.
Nie ukrywam, że zwycięzca tegorocznej edycji konkursu był także moim faworytem. Poziom tegorocznych finalistów był, w mojej ocenie, wyższy niż rok temu. Mniej było być może rewolucyjnych pomysłów ale więcej dobrze przemyślanych biznesów. Gdyby przyłożyć takie kryteria jak poziom zaawansowania technologicznego czy rewolucyjność konceptu to Fun in Design nie miałby szans na miejsce na podium. To co mnie w nim osobiście urzeka to bardzo konkretna wartość dla konsumenta osadzona w naszych realiach gospodarczych. A te realia to po prostu nisko-kosztowa produkcja przy zachowaniu przyzwoitej jakości. Nie będziemy w Polsce nigdy konkurencją dla producentów butów z Chin. Ale spokojnie możemy zaopatrywać całą Europę w fikuśne buty po 100 Euro za parę.
Tak wygląda przynajmniej strona racjonalna moich przemyśleń nad wyborem najlepszych start-upów. Zastanawiam się jednak na ile na moje ale także innych mentorów wybory wpłynęło najnormalniejsze zmęczenie wirtualnym światem. Zakładam, że wielu z nas część zawodowej aktywności poświęca na zrozumienie coraz bardziej skomplikowanych, coraz bardziej abstrakcyjnych modeli biznesowych. A tutaj wreszcie ktoś przychodzi z czymś prostym, wdzięcznym i zrozumiałym. Także reasumując: internety robię z zawodowej konieczności. Buty lub cokolwiek innego, ale realnego, dla przyjemności


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz