niedziela, 15 lipca 2012

Będąc klaksonem

W jednym z ostatnich Wired znalazłem krótką acz ciekawą notkę na temat...korzystania z sygnału dźwiękowego w samochodzie. Zdaje się, że kiedy zdawałem egzamin na prawo jazdy to sygnał dźwiękowy był klaksonem. Nieważne, chodzi przecież o co innego. W całym cywilizowanym świecie nie można korzystać z klaksonu w obrębie terenu zabudowanego. Ale ktoś ciekawski zrobił badania i stwierdził, że w takich Stanach Zjednoczonych kierowcy są skorzy łamać ten zakaz i trąbić na innych, którzy nie zatrzymują się przed znakiem "stop". Inaczej niż w Europie gdzie pewnie i trąbi się na innych całkiem często ale raczej w celach mniej "społecznych" a bardziej partykularnych. Sprawa wygląda na banalną ale wytłumaczenie tego fenomenu które znalazłem w Wired jest następujące: w społeczeństwach gdzie jest wysoki poziom zaufania i powszechna jest akceptacja istotnych norm wyznaczających zasady współżycia społecznego, ludzie są skłonni ryzykować (łamiąc inny przepis) by piętnować tych, którzy do tych istotnych zasad się nie stosują. Inaczej niż w Europie gdzie najwyraźniej te więzi są słabsze...

Tak się złożyło, że ostatnio osobiście lub jako K2, miałem okazję by porządnie zatrąbić. A, że efekty tego trąbienia nie były jakoś szczególnie sympatyczne ucieszyłem się z artykułu w Wired. Wygląda na to, że są to po prostu koszty wykorzystania klaksonu wśród ludzi, z których najwyraźniej pokaźna część ma w nosie nie tylko podstawowe normy umożliwiające prowadzenie biznesu (jak zaufanie) ale w ogóle tak podstawowe wartości jak elementarną uczciwość. Druga zaś lekcja, jaką odebrałem ostatnio, jest taka, że trzeba być szczególnie uważnym przy rozmowach o wartościach. Bo komuś (jak niżej podpisanemu) może się wydawać, że uczciwość to bezwzględna norma moralna. A później zaskoczenie bo okazuje się, że dla kogoś innego to nakaz "selektywny", który co prawda zabrania zabrać portfel koledze ale "podrasowanie" podstawy premii to jedynie odzyskiwanie wynagrodzenia, na które przecież się zasłużyło.

Trzecia i ostatnia lekcja jest taka, że gdyby nam i innym chciało się korzystać z klaksonu częściej żylibyśmy w lepszym świecie.

7 komentarze:

  1. Janusz, jak Ty mówisz o moralności i zasadach... to jakoś dziwnie to brzmi.
    Niemniej chętnie jednak podywaguję o relatywności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy: Jeżeli w K2 brakuje Ci "moralności i zasad" to życzę powodzenia w szukaniu.
      Kilka dobrych lat pracowałem w tej firmie i złego słowa o niej pod tym względem nie dam powiedzieć.

      Usuń
  2. Dziękuję za powyższy wpis. Dokładnie pokazuje skutki bycia klaksonem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. a proszę. Ja np. jak widzę, że ktoś nie ma zapalonych świateł, wystawiam rękę i daję dosyć łatwo zrozumiały znak. Lub podjeżdżam obok, otwieram szybę i zwracam uwagę. Ludzie często popełniają błędy przez przypadek, naiwność, swoją głupotę - szkoda na nich trąbić, bo to irytuje całe otoczenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. A jak zareagujesz, gdy stojąc na światłach widzisz staczający się bezwzględnie tylni zderzak samochodu przed Tobą w kierunku Twojego przedniego zderzaka? Może klakson i irytuje otoczenie, ale dokładnie po to właśnie został stworzony?

    OdpowiedzUsuń
  5. Inspirujące.
    Ps. Wkurza mnie jak ktoś wpisuje swoje "ale" w komentarzach, a się nie podpisuje. Dla mnie takie wpisy się nie liczą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedys przed samochodem musial biec czlowiek z flaga ostrzegajacy przed nadjezdzajacym pojazdem. Dzisiaj tez nie lepiej - ludzie zywia siebie i bliskich pseudomadrosciami. Nieuzycie klaksona jest madrzejsze o kilka promili od jego uzycia. A bycie klaksonem... pozostawmy przedmiotom martwym, ktore nie maja wolnej woli sygnalizowania.

    OdpowiedzUsuń