wtorek, 5 czerwca 2012

Z flagą przed i po

Zawiesiłem na samochodzie flagę Polski. Po raz pierwszy w życiu udzielił mi się szał związany z dużą sportową imprezą z udziałem naszej narodowej drużyny. Przynajmniej tak mi się na początku wydawało. Im dłużej słyszałem jej łopot tym coraz wyraźniej zdawałem sobie sprawę, że tym razem nie chodzi o piłkę.

Pamiętam, że w trakcie pierwszej wakacyjnej pracy w Sztokholmie, wizyta w barze McDonald's była celebrowaną z nabożeństwem przyjemnością. Przyjemnością, którą dzięki ciągłemu przeliczaniu koron na złotówki, dawkowaliśmy sobie w liczbie dwóch - trzech razy w trakcie 3 miesięcznego pobytu. Tak wyglądał mój pierwszy dłuższy pobyt w innym, lepszym świecie. Jaki to ma związek z flagą ? Ano taki, że flaga jest dla mnie demonstracją nie tylko duchowej łączności z piłkarską rodziną ale także znakiem narodowej dumy. Wtedy, ponad dwadzieścia lat temu, dziwiłem się, że Szwedzi mają maszty z flagami na trawnikach przed domami. A od tamtej pory nie przyszło mi do głowy by tak na serio być dumnym z tego, że jestem stąd. Było całkiem przeciwnie. Pracowałem długo nad angielskim by gdzieś tam daleko, choćby w Stanach, być rozpoznawanym po akcencie jako (nomen, omen) Szwed lub Duńczyk (pewnie rysy gęby też mi pomagały...). Wielokrotnie zdarzało mi się unikać za granicą towarzystwa rodaków by bezpieczniej uchodzić za jakiegoś trudno definiowalnego "europejczyka" niż Polaka. Każdy powrót z zagranicy utwierdzał mnie w przekonaniu, że tu jest szaro, brzydko, smutno. Że jesteśmy pod każdym względem gorsi, niezdolni do stworzenia sprawnego państwa i takich struktur społecznych, które oparte będą o poszanowanie, współpracę i troskę o wspólne dobra. Wstydziłem się być Polakiem, w ten pokrętny ale typowy dla naszego pokolenia sposób, który łączył prawdziwe kompleksy z nieprawdziwymi powodami by innych obdarowywać poczuciem wyższości.

Nie przypominam sobie nagłego przełomu ani pojedynczego zdarzenia a raczej stopniowe dojrzewanie zadziwiającej myśli, że fajnie jest być Polakiem. Nie trzeba być ekspertem ekonomicznym by rozumieć, że "Zielona wyspa" to szczęśliwe złożenie wielu czynników, z dużym udziałem bożej łaski. Ale faktem jest, że transformacja gospodarcza ostatniego dwudziestolecia jest sukcesem, którego mogą nam pozazdrościć wszyscy (kiedyś) socjalistyczni sąsiedzi. Każdy kto zajmuje się biznesem, po tym jak skończy narzekać, przyzna że dziś prowadzi się interesy łatwiej niż kilka czy kilkanaście lat temu. Bo otoczenie prawne nie jest najgorsze a urzędnicy coraz częściej są pomocni a rzadziej nadąsani. Nasze społeczeństwo nie jest aż tak kastowe jak społeczeństwa innych bogatszych krajów Europy. Mimo rozwarstwienia dochodowego i wyjątkowo niesprawiedliwych warunków dla edukacji i rozwoju dla osób, które nie mają szczęścia urodzić się w dużym mieście w rodzinie o przyzwoitych dochodach, wciąż łatwiej, w mojej ocenie, o awans społeczny właśnie w Polsce. Nasz kraj zmieniły nie tylko lepsze drogi, lotniska i dworce, ale także nowe pokolenia ludzi, którzy są bardziej tolerancyjni i otwarci na świat.

Rok 2008 i kolejne wyleczył mnie za to zupełnie z bezgranicznej wiary w bezwarunkowo stosowane liberalne podejście do gospodarki. Okazało się bowiem, że kapitał ma wciąż narodowość a interesy globalnych koncernów przekładają się na decyzje polityków, którzy potrafią włączyć ręczne sterowanie finansowymi przepływami. Dlatego nie cieszą mnie zachwyty polityków i dziennikarzy, że blisko 100 tys. osób pracuje w Polsce w centrach BPO. Nie chciałbym być źle zrozumiany bo pracują tam zapewne świetni ludzie, mają przyzwoite warunki i szanse na rozwój. Tyle, że w naszym wspólnym interesie było by znaleźć dla tych ludzi zatrudnienie tam gdzie mogą rozwijać polskie marki, polski know-how, polskie wynalazki. Bo od tego, w olbrzymim uproszczeniu, zależeć będzie w dłuższym okresie i wysokość naszych emerytur i szanse na ciekawe życie naszych dzieci.

W taki właśnie sposób stałem się polskim patriotą. Jakkolwiek by nie zabrzmiało to patetycznie to takie patriotyczne myślenie w naszej firmie jest dość popularne. Kilka razy pytaliśmy się wzajemnie w gronie szerokiego kierownictwa K2 czy chcemy być niezależni i za każdym razem odpowiedź była twierdząca. I tak konsekwentnie odrzuciliśmy w ostatnich dziesięciu latach wszystkie oferty przejęcie przez zagraniczne holdingi reklamowe. Dlatego zawiesiłem sobie fajną flagę na samochodzie (nota bene szwedzkim - to jakieś fatum). I dlatego nie zdejmę jej do końca miesiąca. Niezależnie od tego czy pierwszy i kolejne mecze wygramy czy też nie. 

PS. Dziękuje Łukaszowi za inspirację do napisania tego tekstu