niedziela, 11 marca 2012

Mucha nie siada

Tym razem będzie mało interaktywnie ale za to emocjonalnie. Do tej pory Pani Joanna Mucha kojarzyła mi się głównie z pomysłem by tytułowaną ją "Ministrą". Językoznawcy w Wyborczej wypowiedzieli się co prawda, że takiego słowa nie ma ale co tam, ważne są intencję (nota bene w moim przekonaniu słuszne, bo męski szowinizm w biznesie ma się dobrze). Tym z większym zaciekawieniem przeczytałem w weekendowym wydaniu Gazety Wyborczej wywiad z p. Ministrą (a co tam, jeśli moitoring mediów w Ministerstwie Sportu i Turystyki sięga tak daleko jak do mojego bloga to będzie jej miło, przynajmniej do tego momentu). Początek wielce zachęcający - okazuje się, że p. Ministra ukończyła Wydział Zarządzania UW - emocjonalnie mi bliski. Jak sama mówi dalej w wywiadzie "...wyszłam spod skrzydeł prof. Obłója, jednego z najlepszych specjalistów w Polsce od zarządzania". Nic dodać nić ująć. Gdyby nie inspirujące wykłady p. prof. Obłója na pewno nie przyszedł by mi do głowy pomysł by zaangażować się w K2! Ale dalej niestety pada pytanie "Jak to było z premią dla prezesa Kaplera ? Najpierw pani mówiła, że umów się dotrzymuje, potem mu zawiesiła. I za jedno i za drugie dostała pani cięgi. Teraz mówią, że premia się Kaplerowi należy, bo jednak ten stadion to sukces". I teraz odpowiedź p. Ministry: "To była nietypowa sytuacja. Umów należy dotrzymywać, ale ta umowa jest wyjątkowo źle skonstruowana. Nie mogłam podjąć innej decyzji" (podkreślenie moje). Czytam raz i drugi i zdaje się, że rozumiem to co Pani Ministra powiedziała właściwie. Wywiad na 100% był autoryzowany więc to jest prawdziwa głębia myśli p. Ministry. A teraz obiecana część emocjonalna. Mógłbym napisać teraz 100 zdań o tym jak takie brednie niszczą zaufanie społeczne. Jeśli minister nie musi respektować umów to dlaczego my musimy ? Mógłbym napisać ze 100 zdań o tym, że na Wydziale Zarządzania uczą jak rozwiązywać konflikty, nie pamiętam by dialog za pomocą mediów był jakoś szczególnie rekomendowany. Mógłbym napisać za 100 zdań, o tym jaki to jest przykład kompletnej indolencji jeśli chodzi o kwestie związane z zarządzaniem zespołem (jak rozumiem p. Kapler de facto jest/był podwładnym p. Ministry). Ale napiszę tylko jedno. W języku polskim jest szczęśliwie żeńska forma od słowa "ignorant".

1 komentarze:

  1. A jak ma sie do tego przesylanie mi co jakis czas zmienionych T&C przez a to Bank, a to operatora, a to Google. Sam termin prawny 'dotrzymanie umowy' w zasadzie nic nie znaczy bo zdefiniowanie tego czego sie nie da zdefiniowac jezykiem przechodzi ludzki talent do splaszczania rzeczywistosci. Spoleczenstwo samo w sobie nie ma dobra jednostki jako celu nadrzednego - liczy sie wektor postepu, ktory podarza w blizej nieprzewidywalnym kierunku - na ilosc.

    OdpowiedzUsuń