poniedziałek, 16 stycznia 2012

Tablet ostatnią deską ratunku agencji reklamowej (takiej tradycyjnej)

Jedna z polskich, ostałych i czołowych agencji sieciowych doniosła, że się cytuję "zmieniła w agencję interaktywną". A jak to osiągnięto ? Wspomniana firma postawiła na otwartość i zdradziła najtajniejsze sekrety swojej przemiany. Otóż, cytuję dalej "Szefowie wszystkich działów (..) odbyli warsztaty prowadzone przez szwedzki instytut Hyper Island – wiodące w świecie centrum studiów interactive. Co tydzień odbywają się w agencji warsztaty wewnętrzne, tzw. Internetowe Piątki. (...) zainwestowało też w kilkadziesiąt służbowych smartfonów i tabletów."
I teraz myślę, że jest kilka możliwości. Pomylono daty i miało to pójść w Prima Aprilis. Umówmy się, jednak szansa, że akurat tak było nie jest za duża. Dopuszczam więc możliwość, że PR manager tejże firmy postanowił błysnąć samodzielnością. A że noc wcześniejszą trawiła go np. gorączka lub zwyczajny kac to z powodów natury fizjologicznej, które zwalniają prędkość przekazywania impulsów pomiędzy synapsami wyszło jak wyszło. Tak, w ten scenariusz również nie wierzę. To prowadzi nas to absolutnie szokującej konkluzji. Ten news powstał za wiedzą (a może i z inspiracji ?) szefów tejże agencji i jest zupełnie na serio.
Skoro jest to serio to nie pora na złośliwości i drobne przycinki i trzeba skomentować to w bardzo poważny sposób. Rozumiem wysoki poziom niepokoju kierunkiem zmian na rynku komunikacji marketingowej i doceniam determinację do zmiany. Mimo, że mowa o firmie konkurencyjnej to takiej z fajnymi tradycjami także życzę im jak najlepiej. Ale PR aby był skuteczny musi jednak być jakoś mocniej związany z rzeczywistością. A skoro tak zupełnie za darmo napiszę co koledzy chcieli przekazać: "Jesteśmy w czarnej d. Wszystko się zmienia a my nic z tego nie rozumiemy. POMOCY, HELP, HILFE !!!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz