wtorek, 29 listopada 2011

Awantura ze Stevem Jobsem w tle

Pan Eryk Mistewicz na łamach Forbes nie przebierał w słowach by pokazać nędzę polskich innowacyjnych przedsięwzięć technologicznych. Konkretnie chodziło o Startup Weekend Warsaw czyli cytuję "Kreatywność null, żenada, brak pomysłów". Dalsza część felietonu spuentowana jest taką myślą, że nasza Polska ziemia nikogo na miarę wzmiankowanego w tytule nie spłodzi. Pan Grzegorz Marczak poczuł się tym opisem (jak mniemam) dotknięty osobiście bo pierwszego Pana potraktował dość obcesowo. Pozwolę sobie zacytować: "Nie było Pana na opisywanej imprezie, nie zrozumiała Pan celu tej imprezy, nie widział Pan krytykowanego projektu, nie zrozumiał Pan zasad jego działania i na koniec wyciąga Pan z tego wszystkiego wnioski które są banalne. Pytanie czy Forbes powinien drukować tego typu popisy Pańskiej ignorancji? Moim zdaniem nie" (tekst oryginalny, błędy też)

Oba teksty wywołały niezliczoną liczbę polemik, wpisów, komentarzy. Postanowiłem, że popłynę w tym nurcie przez chwilę bo:

a) temat interesuje mnie osobiście i zawodowo
b) oglądałem podobne imprezy w Polsce
c) wydaje mi się nieskromnie, że w odróżnieniu od obu panów (jeśli jest inaczej to już palę się ze wstydu) od 10 lat mam ręce mocno zmęczone od robienia różnych przedsięwzięć, które mniej lub bardziej ale starają się być innowacyjne.

Temat pt "czy w Polsce powstanie innowacyjna firma ze świata technologii lub/i internetu o rozpoznawalnej marce" jest naturalnie ciekawy i nadaje się na pracę naukową. Bo nie da się tego, w mojej opinii, sprowadzić do prostego pytania. Zanim będziemy się frustrować tym, gdzie powstał Apple, Google, Facebook itp zadajmy sobie pytanie gdzie zlokalizowany jest Intel, Cisco i kilka podobnych skalą firm. A co ważniejsze zapytajmy jakie kwoty rząd USA zainwestował w rozwój technologii, co pewnie znacząco pomogło wygrać zimną wojnę. Oczywiście, to zamierzchła historia. Ale i powód, dla którego nigdzie na świecie nie udało się zreplikować Krzemowej Doliny, z ekosystemem wiedzy, inspiracji i możliwości finansowania nowych przedsięwzięć.

By tworzyć innowacyjne przedsięwzięcia, poza inżynierską wiedzą, kompetencjami, doświadczeniem a także środkami finansowymi potrzebne jest przede wszystkim zaufanie. Oba teksty obu Panów to właśnie emanacja naszej narodowej schizofrenii, która utrudnia "robienie" dobrych, nowych biznesów. Lepiej nam wychodzi wzajemne obrażanie się (i na siebie) niż tworzenie razem dla dobra wspólnego. Imprezy typu Startup Weekend mogą nie nieść spektakularnych i nowatorskich pomysłów biznesowych. Ale po pierwsze - są efektem starań i inicjatyw, za którymi stoją najczęściej zapał i dobre chęci - także by zrobić coś dla większej grupy - choćby podzielić się wiedzą, doświadczeniem. Jako mentor na podobnej imprezie Agory miałem frajdę z udziału w czymś co było po prostu i zwyczajnie dobre. Ponad 20 osób, które nie nudzą się w pracy (a zgromadziły z niej łącznie ładne miliony złotych) poświęciły dwa dni by za darmo służyć radą. Po drugie - serce rośnie gdy młodzi ludzie wolą robić coś dla siebie niż tak jak ich (prawie wszyscy) koledzy oddać rozum i serce dowolnej korporacji, najlepiej już tej co ma centralę gdzieś w Kalifornii. A jednocześnie Polska schizofrenia to oczekiwanie, że jako Chrystus Internetu musimy zrobić od razu polskiego Google. No więc, z powodów jak wyżej raczej nie zrobimy. Ale mamy potencjał na coś więcej niż to ciągłe jęczenie, narzekanie i wzajemne animozje.

Amen