piątek, 22 kwietnia 2011

Świąteczno-strategicznie

Mój drogi kolega Michał Zdziarski prowadzi na Wydziale Zarządzania UW zajęcia "Zarządzanie strategiczne". Dzięki jego zaproszeniu musiałem po pierwsze się zastanowić nad strategią naszej firmy (co nie jest łatwe jako, że takowej w ujęciu tradycyjnym nie posiadamy) a po drugie przygotować prezentację i opowiedzieć ją studentom. To drugie było już o wiele przyjemniejsze. Jako absolwent tego samego wydziału (dyplom 1994) nie miałem uczucia deja vu pomykając korytarzami na Szturmowej albowiem to co tam jest obecnie nie przypomina w niczym postsocjalistycznej siermiężności jaką zapamiętałem ze swoich lat studenckich. Po pierwsze nigdzie chyba nie można palić a jednym z dojmujących wspomnień z tamtych lat są dla mnie niekończące się parapety, na których godzinami (jarając jak parowozy) rozważaliśmy czy pora wskoczyć na zajęcia czy lepiej chwilę jeszcze pogadać...A teraz, miękkie wykładziny na korytarzach, na nich rzeźby z ASP, wszędzie bardzo europejsko czysto i przestronnie.

Dość wspomnień, w auli tak na oko, mogącej pomieścić ze 400 osób było studentów ze 20 razy mniej. A to co im opowiedziałem jest w tej prezentacji: http://www.slideshare.net/zebrus/refleksje-o-budowie-strategii-firmy-na-przykadzie-k2-internet-sa-7696412 Jest dużo obrazków a mało tekstu także nie powinno być kłopotów percepcyjnych. Szczególnie, że myśl właściwie jest jedna i to nie nowa. Niemniej jest a dotyczy ona mojego przekonania, że strategia jest zwodniczym i przereklamowanym aspektem powodzenia przedsiębiorstw. Planowanie strategiczne wzięło się wprost z taktyk ofensywno-obronnych i świetnie nadaje się wciąż do prowadzenia zbrojnych akcji niż do zarządzania ludźmi w takich biznesach jak nasz. Ludźmi jak wiadomo od pewnego czasu i tak nie da się właściwie zarządzać to po co się strategicznie napinać. Stąd większą mam wiarę (żeby była jasność - mówię o takiej działalności jaką mielę od 12 lat czyli agencyjno-internetowej) w przywództwo, kulturę organizacyjną, idee i wartości.. Ale to już opowieść na inną okazję !

sobota, 9 kwietnia 2011

Jeszcze o udziałach w rynku

Nie tak dawno pisałem o wynikach finansowych konkurencyjnych firm. W zeszłym roku IAB opublikował pierwszy raport, który próbował podsumować stan rynku agencji interaktywnych (http://www.iabpolska.pl/images/Raporty/raport%20_creativeex_2009_wyniki.zip).  Zakładam, że w maju tego roku możemy spodziewać się kolejnej wersji. Niemniej na potrzeby spotkań z inwestorami postanowiliśmy zrobić samodzielną analizę, która odpowiedziałaby przynajmniej na pytanie czy nie tracimy udziału w rynku. Zanim przejdziemy do metody szacowania udziałów wpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie jak definiujemy rynek. I tutaj już pojawia się spory problem. Tak w przypadku wspomnianego powyżej raportu ale także patrząc na publicznie dostępne dane finansowe nie sposób tak na prawdę stwierdzić kto i ile zarabia. To co określa tworzoną przez nas wartość to nasze honoraria ("fees and comissions") a takich danych praktycznie rzecz biorąc nikt nie udostępnia. To co widzimy to suma przychodów, na które składa się absolutnie wszystko: obrót mediowy, hosting, różnego rodzaju usługi, które kupujemy na rzecz naszych klientów. Mając świadomość ułomności takiego podejścia pozwoliliśmy sobie wskazane wyżej dane dotyczące przychodów poszczególnych agencji wzbogacić o szacunki dotyczące przychodów "wielkich nieobecnych" (nawet jeśli ktoś jest zdeterminowany by ukrywać swój biznes tak mocno by nie podawać danych do KRS to i tak takie dane gdzieś wypływają...).  Dodatkowo założyliśmy, że działa reguła Pareto - przyjęliśmy, że rozpoznane większe firmy stanowią 80% całego rynku komunikacji interaktywnej.  Takie założenia pozwoliły nam określić udział K2 w rynku w roku 2009 na poziomie 12,7%. Dodatkowe założenie jaki poczyniliśmy dotyczy tego, że rynek komunikacji interaktywnej jest liniowo zależy od wielkości rynku reklamy internetowej. Nie mam żadnego dowodu na taką hipotezę poza przekonaniem, że aktywność naszych klientów - czy to dotycząca takich działań jak budowa serwisów internetowych, wydatki na kreację a nawet nakłady na hosting - wszystko to jest funkcją liczby klientów on-line. Wydatki na reklamą internetową muszą być natomiast powiązane z liczbą internautów (przynajmniej w teorii i w dłuższym okresie).  Takie założenie pozwoliło nam nie tylko na (teoretyczne) spojrzenie w przeszłość ale także w przyszłość. Choć fakt, że twierdzimy, że nasz udział w rynku wzrósł w ostatnim roku nie powinien zaskakiwać - tempo wzrostu rynku reklamy internetowej w zeszłym roku to 17% a nasze przychody udało się zwiększyć o 30%...Obiecany wykres poniżej: