niedziela, 20 marca 2011

Awesome Austin lub dlaczego lepiej teraz śpię

Ciekaw czy jestem w tej opinii wśród rodaków odosobniony ale jedna cecha amerykanów mnie zasadniczo osłabia. Jest to niezmącony niczym optymizm i radość granicząca z zupełną bezmyślnością, która każe właściwie wszystkie przymiotniki stopniować bardziej niż zdrowy rozsądek by nakazywał. Jesteś z Polski ? Awesome. Świeci słońce ? Amazing. Ciekawa prezentacja ? Incredible itp itd. Poza zasadniczo różnym kulturowym DNA nakłada się na to jeszcze osobowość. Innymi słowy - jeśli jesteś (jak ja) regularnym polskim mrukiem to nie jedź na South by Southwest (http://sxsw.com/) Niemniej wybrałem się i zupełnie tego nie żałuję. Co więcej myśląc o najlepszym określeniu tego czegoś przychodzi mi do głowy jedynie "awesome". Piszę całkiem świadomie "tego czegoś" bo SXSW wymyka się utartym definicjom. Oficjalna nazwa to festiwal bo impreza kiedyś miała charakter czysto muzyczny, później dodano filmy a teraz sama część Interactive przyciągnęła blisko 20 tysięcy uczestników. SXSW to nieprawdopodobna ilość seminariów, dyskusji, warsztatów - każdego dnia można było wybierać spośród czasem kilkunastu różnych aktywności dziejących się równolegle w różnych częściach miasta (incredible ?). Dodajmy do tego konkursy, całonocne (prawie) imprezy, targi, spotkania biznesowe itp. Ci, którzy prezentują i dyskutują też oczywiście nie są wybrani przypadkowo (zobaczenie takich osób jak Reid Hoffman czy Guy Kawasaki jest samo w sobie "amazing"). No dobra ale co to wszystko ma wspólnego z tytułowym spaniem ? Czasem trzeba pojechać bardzo daleko by zrozumieć coś co dzieje się bardzo blisko (wiem, że brzmi to jak słowa wielkiego filozofa ale niestety chyba to mi się tak napisało). Jestem w K2 ponad 10 lat i nie pamiętam byśmy kiedykolwiek mieli porównywalną liczbę zgłoszeń do pracy, które pochodzą z tradycyjnych agencji reklamowych. Właściwie to możemy sobie dziś obecnie wybierać tak osoby z obsługi klienta jak i z kreacji z dowolnej sieciowej (lub nie) agencji reklamowej. Jest to o tyle zdumiewające, że historycznie rzecz biorąc agencje interaktywne, szczególnie na najwyższych stanowiskach nie oferowały takiego wynagrodzenia jak topowe największe agencje reklamowe. Dodatkowo wszystko wskazuje, że poprawiająca się koniunktura powinna i przekłada się na większą liczbę zleceń a telewizja ma się w naszym kraju też lepiej. Niby w tym całym Teksasie nikt nie powiedział niczego odkrywczego, niby wszyscy już wiemy, że interactive jest i będzie coraz ważniejszy, rozumiemy, że fenomen FB nie jest przejściową modą, patrzymy co się dzieje na rynku gier, aplikacji mobilnych itp. Niemniej dopiero rzut oka na skalę zmian społecznych, które dzieją się tam dziś a jutro wydarzą się u nas pozwala rozumieć dlaczego ktoś chce zmienić sieciową agencję reklamową na nie - sieciowe K2. Od lat sypiam źle bo boję się, że nasi istotni klienci czyli największe międzynarodowe marki trafią w sidła, które na samej górze trzyma Sorell z WPP czy inny szef reklamowego holdingu. Takie zagrożenie jest i będzie bo holdingi inwestują mocno w digital. Niemniej z każdą aktywnością na FB, z każdą aplikacją na mobilne urządzenie, z każdym serwisem www, który wymaga więcej inżynierów niż art directorów coraz spokojniej patrzę w przyszłość. Nasza firma (i cała branża) wychowała się w świecie technologii, i tak długo jak to u nas a nie w agencjach reklamowych będą stały serwery to będę spał spokojnie. Do zbudowania wizerunku marki czy przygotowania strategii można zatrudnić ludzi. Zbudowanie zespołu, kompetencji, kupno ton informatycznego złomu wymaga czasu i pieniędzy - a tego tradycyjne agencje po prostu nie mają. Awesome ?

2 komentarze:

  1. Do kulturowego DNA Amerykanów dodałbym the biggest in the world czyt. jeżeli największe w Ameryce to konsekwentnie na pewno na całym świecie :)

    OdpowiedzUsuń