wtorek, 29 listopada 2011

Awantura ze Stevem Jobsem w tle

Pan Eryk Mistewicz na łamach Forbes nie przebierał w słowach by pokazać nędzę polskich innowacyjnych przedsięwzięć technologicznych. Konkretnie chodziło o Startup Weekend Warsaw czyli cytuję "Kreatywność null, żenada, brak pomysłów". Dalsza część felietonu spuentowana jest taką myślą, że nasza Polska ziemia nikogo na miarę wzmiankowanego w tytule nie spłodzi. Pan Grzegorz Marczak poczuł się tym opisem (jak mniemam) dotknięty osobiście bo pierwszego Pana potraktował dość obcesowo. Pozwolę sobie zacytować: "Nie było Pana na opisywanej imprezie, nie zrozumiała Pan celu tej imprezy, nie widział Pan krytykowanego projektu, nie zrozumiał Pan zasad jego działania i na koniec wyciąga Pan z tego wszystkiego wnioski które są banalne. Pytanie czy Forbes powinien drukować tego typu popisy Pańskiej ignorancji? Moim zdaniem nie" (tekst oryginalny, błędy też)

Oba teksty wywołały niezliczoną liczbę polemik, wpisów, komentarzy. Postanowiłem, że popłynę w tym nurcie przez chwilę bo:

a) temat interesuje mnie osobiście i zawodowo
b) oglądałem podobne imprezy w Polsce
c) wydaje mi się nieskromnie, że w odróżnieniu od obu panów (jeśli jest inaczej to już palę się ze wstydu) od 10 lat mam ręce mocno zmęczone od robienia różnych przedsięwzięć, które mniej lub bardziej ale starają się być innowacyjne.

Temat pt "czy w Polsce powstanie innowacyjna firma ze świata technologii lub/i internetu o rozpoznawalnej marce" jest naturalnie ciekawy i nadaje się na pracę naukową. Bo nie da się tego, w mojej opinii, sprowadzić do prostego pytania. Zanim będziemy się frustrować tym, gdzie powstał Apple, Google, Facebook itp zadajmy sobie pytanie gdzie zlokalizowany jest Intel, Cisco i kilka podobnych skalą firm. A co ważniejsze zapytajmy jakie kwoty rząd USA zainwestował w rozwój technologii, co pewnie znacząco pomogło wygrać zimną wojnę. Oczywiście, to zamierzchła historia. Ale i powód, dla którego nigdzie na świecie nie udało się zreplikować Krzemowej Doliny, z ekosystemem wiedzy, inspiracji i możliwości finansowania nowych przedsięwzięć.

By tworzyć innowacyjne przedsięwzięcia, poza inżynierską wiedzą, kompetencjami, doświadczeniem a także środkami finansowymi potrzebne jest przede wszystkim zaufanie. Oba teksty obu Panów to właśnie emanacja naszej narodowej schizofrenii, która utrudnia "robienie" dobrych, nowych biznesów. Lepiej nam wychodzi wzajemne obrażanie się (i na siebie) niż tworzenie razem dla dobra wspólnego. Imprezy typu Startup Weekend mogą nie nieść spektakularnych i nowatorskich pomysłów biznesowych. Ale po pierwsze - są efektem starań i inicjatyw, za którymi stoją najczęściej zapał i dobre chęci - także by zrobić coś dla większej grupy - choćby podzielić się wiedzą, doświadczeniem. Jako mentor na podobnej imprezie Agory miałem frajdę z udziału w czymś co było po prostu i zwyczajnie dobre. Ponad 20 osób, które nie nudzą się w pracy (a zgromadziły z niej łącznie ładne miliony złotych) poświęciły dwa dni by za darmo służyć radą. Po drugie - serce rośnie gdy młodzi ludzie wolą robić coś dla siebie niż tak jak ich (prawie wszyscy) koledzy oddać rozum i serce dowolnej korporacji, najlepiej już tej co ma centralę gdzieś w Kalifornii. A jednocześnie Polska schizofrenia to oczekiwanie, że jako Chrystus Internetu musimy zrobić od razu polskiego Google. No więc, z powodów jak wyżej raczej nie zrobimy. Ale mamy potencjał na coś więcej niż to ciągłe jęczenie, narzekanie i wzajemne animozje.

Amen


sobota, 29 października 2011

Jak zostałem mentorem


Brak asertywności przejawia się między innymi nieumiejętnością odmawiania. W taki właśnie sposób stałem się mentorem na Startup Fest czyli na organizowanym przez Agorę konkursie start-upów.  Nie ma co ukrywać, że telefon od Pawła Wujca z propozycją bym został mentorem łechtał też po prostu mile próżność. Praca mentora (debiutowałem w tej roli) była zaskakująco miłym doświadczeniem. Wątpię szczerze czy moje uwagi przekazywane w kilkunastu-minutowych (realnie) blokach blisko dwudziestce przedsiębiorców mogły mieć przesadną wartość. Za to obserwowanie bezkompromisowej przedsiębiorczości tudzież zdolności do generowania konkretnych pomysłów biznesowych Rafała Hana (Han Bright/Ciufcia.pl) było niezmiernie ciekawe. Nie wspominając nietuzinkowej inteligencji Pawła (tudzież stępionej dobrym wychowaniem ale jednak lekko szczypiącej złośliwości), który wraz z Rafałem i mną men-torował (były tylko 3 women-torujące) w trakcie agorowej imprezy (dla ścisłości - mentoring odbywał się w 3 osobowych grupach także oczywiście men-torów było sporo więcej niż nas trzech).
Dla przyzwoitości wypadało by powiedzieć coś o samych pomysłach/przedsiębiorcach. Trudno objąć zgrabnym podsumowaniem całą grupę bowiem jej zróżnicowanie było w sumie (jak się później okazało także przy wyborze zwycięzców) największym mankamentem, skądinąd bardzo udanego, przedsięwzięcia. Pozostaje mi wskazać własnych faworytów. Najbardziej spodobały mi się trzy bardzo różne przedsięwzięcia i każde zyskało mój zachwyt z zupełnie innych powodów. Zwycięzca konkursu czyli Saveupe to nietuzinkowe rozwiązanie technologiczne. Nie jestem ekspertem ale przeczuwam, że technologia rozpoznawania zdjęć, która musi jakoś w mądry sposób pchać dane (nawet po 3G) nie może być trywialnym zagadnieniem. Manubia jest natomiast dowodem na to, że coś takiego jak GDP może rosnąć w nieskończoność. Otóż założyciele tej firmy wpadli na pomysł, że źródłem wartości może być coś takiego jak informacje o aktywności sprzedawców na Allegro - czyli coś co z grubsza jest dostępna dla wszystkich i to za darmo. To brzmi banalnie ale jeśli połączy się to z informacją o sprzedaży w kategoriach czy nawet na poziomie konkretnych produktów to okazuje się, że taki recykling danych może być źródłem wielu cennych (czytaj ktoś chętnie za ich agregację zapłaci) informacji...Na koniec zaś przedsięwzięcie może nie tak wyzywające technologicznie i biznesowo ale takie, które stworzone zostało z prawdziwej pasji a zaowocowało powstaniem mikro eko-systemu. Mowa o Stoliczku, który sam w sobie nie jest nadzwyczajną innowacją (rezerwacja miejsc w restauracjach on-line) ale jeśli połączy się to z innym spokrewnionym przedsięwzięciem czyli Gastronauci, to okaże się, że trzeba będzie się mocno postarać by nie uczynić z tego ekonomicznego sukcesu. Brawa dla Agory za organizację i inicjatywę !
 



poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, gdzie agencji 3 nie ma za co żyć

Obiecałem sobie, że pojadę na wakacje i nie będę odbierał poczty. Wiem, że to nie jest normalne ale co tam, pracuję już tak długo w firmie internetowej, że stać mnie i na takie fanaberie. Skończyło się to tak, że biegałem w 30 stopniowym upale jakieś 3 km (nie po równym żeby jasna była skala poświęcenia) do jedynego w "mojej" części chorwackiej wyspy komputera z internetem w centrum informacji turystycznej. Później wyżebrałem modem GSM ale, że jako taka łączność czyli "EDGE" była w tym samym porcie co informacja, spacery pozostały trwałym elementem wypoczynku. Fajnie było się też poczuć wyjątkowo (głupio) - dosłownie przez 2 tygodnie nie widziałem w portowej kawiarni żadnej innej osoby z bardziej wyrafinowanym technologicznie urządzeniem niż telefon.

Jak już zrobiłem co musiałem to nie mogłem się oprzeć i zamiast nurkować z dzieciakami czytałem też emaile o niedużym stopniu ważności. W jednym z branżowych newsletterów zawarta była wiadomość, że zakończył się duży i długo trwający przetarg dla wiodącego operatora telefonii komórkowej. Ów "przetarg"  przyniósł wybór...3 agencji interaktywnych. Czytam raz, drugi, przecieram oczy bo jednak 30+ stopni zwiększa potliwość skóry, staram się literować oddzielnie każde słowo - wiadomo co słońce robi z głową - ale jednak wygląda na to, że dobrze zrozumiałem, wybrali trzy (słownie) agencje interaktywne. Pod kątem ilości wybranych agencji był to zapewne jeden z największych przetargów dekady w tym kraju ale pewnie światowo też.

Dziś jestem pierwszy dzień w pracy po urlopie także niech mi zostanie wybaczona wszelka złoś-liwość a i pewnie -ć wynikająca z tego faktu. Mówimy o poważnej firmie, której wydatki reklamowe w roku 2010 (cennikowo) przekroczyły 700 milionów i obsługuje ta firma kilkanaście milionów klientów. Innymi słowy - jeśli robi coś w internecie to raczej nie animowane banery po 3 na kwartał. Aby obsługiwać takiego klienta trzeba mieć nie tylko kompetencje ale przede wszystkim zespół. Ile jest w tym kraju agencji interaktywnych, które a) nie są skonfliktowane b) mają odpowiednią skalę by udźwignąć średniej wielkości projekt w rozsądnym terminie i wysokiej jakości ? Oczywiście jest pewnie ze 200 firm, które by chciało i uważa, że dałoby radę. Pewnie cześć rzeczywiście by sobie nawet poradziła ale boję się, że taki klient nie jest w stanie zaakceptować ryzyka wynikającego z pracy z kilku-osobową firmą. Także w mojej ocenie zostaje nam na placu boju raptem kilka firm. Niech tam, może być nawet ich dziesięć. Czyli z wielką pompą i zapewne za spore pieniądze ograniczono wybór z 10 do 3 firm bo dalej w powoływanym komunikacie prasowym jasno stało, że te wybrane firmy będą pracować dla wszystkich marek. Czytaj będą konkurować pomysłami i ceną. I to jest właśnie doskonały sposób by ani żadna z tych agencji nie zarobiła ani by kochany klient nie dostał czegokolwiek co pozwoliło by mu przynajmniej zobaczyć ogon konkurencji pod kątem aktywności on-line.  Równie dobrze można było nie wygłupiać się z tym "przetargiem" tylko briefowac 3-5 firm projektowo. Wyszło by dokładnie na to samo.

Albo jestem ostatnim naiwnym na tym świecie albo podstawą możliwości dostarczenia jakiejkolwiek wartości dla klienta jest zespół. Jak zbudować solidny zespół bez stałych dochodów i ciągłej przepychance nie tylko pomiędzy 2 pozostałymi agencjami interaktywnymi ale także i pozostałymi dostawcami...? W jaki sposób nauczyć ludzi rozumieć markę skoro będą non-stop odrywani do innych klientów i zleceń ? Kreacja, budowanie strategii to są procesy, które nie tylko potrzebują czasu ale przede wszystkim spokoju i komfortu. Pewnie, że zdarzają się "złote" strzały - pomysły, którymi wygrywa się przetargi a powstały w poczekalni przed salką konferencyjną ale to są zdecydowanie wyjątki.

Od razu zastrzegę, że K2 pracuje dla konkurencji tegoż właśnie klienta także moja opinia nie musi być miarodajna ale każdy kto zna branżę i jakość tego co robią inni gracze może sam sobie łatwo wyrobić własne zdanie.

środa, 27 lipca 2011

7 lat to granica raczej nieprzekraczalna, bo powyżej niej dzieci tracą już wrodzoną spontaniczność w wygłaszaniu ocen.

No właśnie, a jaka jest granica nieskończonej głupoty ? To zaiste jest dobre pytanie. Pewna agencja poinformowała cały świat, że zamierza zatrudnić (maks) 7 latka. I dalej w wiadomości opublikowanej w dziennym biuletynie MiM stoi, cytuję "Konsumenci nie poświęcają komunikatom reklamowym zbyt wiele czasu – (...) – Ich percepcja jest zatem na poziomie dziecka, nie ze względu na poziom intelektualny, ale z powodu niskiego zaangażowania. Dlatego postaramy się spojrzeć na naszą pracę ich oczami, czyli oczami dziecka. Jeśli naszego nowego dyrektora kreatywnego coś znudzi, to będzie znaczyło, że to po prostu jest nudne. Jeżeli uzna on, że jest za kolorowo albo bezbarwnie, to zapewne tak właśnie będzie"

Zakładam, że nikt serio tego nie planuje. A to dlatego, że obowiązuje w tym kraju Kodeks Pracy a w nim Art. 190: "§ 2. Zabronione jest zatrudnianie osoby, która nie ukończyła 16 lat." Przyjmuję również, że osoba, która to napisała albo ma 16 lat (Kodeks Pracy w szczególnych przypadkach dopuszcza możliwość zatrudniania tzw. młodocianych) lub (i) nie ma dzieci. A to dlatego, że rodzice wiedzą, że na oceny dzieci wpływa tysiąc innych rzeczy poza treścią i formę przekazu. Pomijam  też miłosiernie fakt, że wbijanie w dzieci komunikatów reklamowych jest po prostu i zwyczajnie po ludzku złe.

Pozostaje nam w związku z tym uznać, że wspomniana powyżej agencja postanowiła błysnąć swoją innowacyjnością i kreatywnością tudzież kontrowersyjnością.  No i błysnęła. Mam nadzieję, że huk i światło przyniesie im także przynajmniej oświecenie a może i (intelektualną) iluminację

piątek, 22 lipca 2011

Ruszajmy na zakupy (agencji)


Patrząc na ostatnie doniesienia z codziennego biuletynu MiM nie sposób nie odnieść wrażenia, że sieciowe agencje reklamowe dostrzegły wagę internetu w komunikacji marketingowej. Wydaje mi się, że na przestrzeni dosłownie tygodnia pojawiły się informacje o planowanych akwizycjach przez (o ile dobrze pamiętam) Ogilvy, Leo Burnett i JWT. Pozwalając sobie na lekką złośliwość mogę napisać, że lepiej późno niż wcale. Traktując sprawę bardziej poważnie to oczywiście nie sposób przewidzieć jaki to może mieć docelowo wpływ na rynek.  Dotychczasowe próby zbudowania przekonywującej oferty i kompetencji “digitalowych” przez tradycyjne agencje reklamowe raczej nie przekonują. Z naszej perspektywy dostrzegaliśmy zagrożenie ze strony MRM. Przy czym użycie czasu przeszłego jest jak najbardziej uzasadnione. 

Obecnie właściwie w każdym bardziej znaczącym przetargu spotykamy się wyłącznie z agencjami stricte interaktywnymi a zespoły odpowiadające za usługi dotyczące aktywności w internecie w dużych agencjach koncentrują się na obsłudze własnych klientów. Co nie zmienia oczywiście faktu, że od 10 lat słyszy się o kolejnych markach, zespołach, pomysłach organizacyjnych, które to tradycyjne agencje tworzą bez właściwie żadnego efektu poza piarowym biciem piany.

Co do obecnej sytuacji jedno wydaje się za to pewne.  Owczy pęd po zakup lokalnych agencji interaktywnych spowoduje, że ich wyceny poprawią właścicielom humor. A że branża zna kilka agencji, które ewidentnie budowane są pod sprzedaż „sieciówkom” spodziewam się, że do końca roku przeczytamy o kilku transakcjach.

poniedziałek, 9 maja 2011

Kto kogo obsłuży ?

Od lat przewala się w różnych specjalistycznych mediach dyskusja dotycząca tego kto wygra wyścig o udział w wydatkach marketingowych naszych klientów. Zupełnie zaskakująco przedstawiciele tradycyjnych agencji reklamowych twierdzą, że posiadając najlepsze zrozumienie marki będą odpowiadać za to w jaki sposób komunikuje się ona z konsumentami we wszystkich mediach.  Zdumiewające ale agencje interaktywne od lat argumentują, że skoro aktywność konsumentów nieodwracalnie przenosi się do internetu jedynie głębokie zrozumienie tego medium i technologii pozwoli stać się im wkrótce jedną jedyną agencją, która odpowiadać będzie tak za on- jak i off-line. Szefowe i szefowie agencji PR chcą odpowiadać za aktywność klientów w mediach społecznościowych - skoro odpowiadają za "media relations" to jak mogą nie zajmować się "social media relations" ? I znowuż, niespodzianka, specjalistyczne firmy, które biorą się za "social media marketing" twierdzą coś zupełnie przeciwnego.

Oczywiście trudno sobie wyobrazić by ktoś, kogo pewność zatrudnienia, pensja i marka samochodu służbowego zależą od tego czy klienci będą chcieli zamawiać jego usługi chciał myśleć, że klienci być może zdecydują się finansować pensje komuś innemu. Tyle, że zaklinanie w ten sposób rzeczywistości nic nie wnosi do naszej wiedzy i zrozumienia tego jak zachować może się w najbliższej przyszłości rynek.

Mam przyzwoitą pensję i fajny samochód służbowy, a co być może jest istotniejsze, na serio czuję się odpowiedzialny za ponad 250 osób, które zatrudniamy w ramach naszej grupy. Stąd w oczywisty sposób jestem zainteresowany tym by to agencje interaktywne stały się strategicznymi partnerami naszych klientów. Stać mnie jednak na szczerość by przyznać, że nie mam pojęcia czy tak rzeczywiście się stanie. Możemy podejmować dowolne starania, inwestować w rozwój kompetencji, budowę narzędzi itp - na samym końcu decyzja nie należy do nas...

Ciekawe w tym kontekście wnioski płyną z badania zrealizowanego w USA przez RSW/US (http://www.rswus.com/. Firma ta postanowiła przepytać KLIENTÓW, o to jak (m.in.) oceniają kompetencje obecnie obsługujących ich agencji a także o to jak ich zdaniem wyglądać będzie rynek w przyszłości.  Wyniki są co najmniej ciekawe a dla nas konkretnie być może i niepokojące. Amerykańscy klienci nie mają złudzeń co do obecnych umiejętności w obszarze "digital" jakimi dysponują tradycyjne agencje. Jedynie 18% badanych stwierdziło, że tradycyjne agencje takowe posiada na wymaganym poziomie. Co dziwne, w badaniu zrealizowanym w latach 2009-2010 odsetek osób, które dobrze oceniały pod tym kątem agencje reklamowe wynosił więcej bo 22%. Czyli albo rosną tak szybko oczekiwania albo agencje te coraz gorzej radzą sobie z ich sprostaniem. Nie słyszałem o podobnych badaniach realizowanych w Polsce ale chyba decyzje klientów mówią jednoznacznie - o ile tradycyjne agencje potrafią z sukcesem zrealizować pojedyncze kampanie, których część "wydarza" się w internecie o tyle nikt chyba nie próbuje powierzać im poważniejszej roboty (nie to, że reklama nie jest poważna ale wiadomo o co chodzi). Z drugiej strony amerykanie oceniają branże "digital" korzystniej bo 29% wierzy, że posiada one odpowiednią wiedzę i doświadczenie by zajmować się także tradycyjnymi mediami.

Tyle stan obecny, a przyszłość ? I tutaj zaskoczenie, szczególnie w kontekście tego co wyżej. A także podwyższony poziom stresu szefów agencji interaktywnych w Polsce (o ile nasz rynek zachowywać się będzie podobnie). Otóż o ile jedynie 33% respondentów wierzy, że agencje interaktywne mogą przetrwać nie rozwijając się w kierunku off-line, to w okresie 3-5 lat aż 50% badanych stwierdza, że agencje typu full-service zdominują także rynek interaktywny zdobywając tam więcej zleceń. Jedynie 28% amerykańskich klientów sądzi, że to agencje interaktywne zwyciężą w walce o rząd dusz zdobywając więcej zleceń full-service ("Agency of Record").  Innymi słowy - obserwowany trend by wszystkie szyldy polskich agencji interaktywnych zamalować tak by wychodziło bardziej full-service/cross-media/media agnostic/itp niż interactive/digital/e-marketing są jak najbardziej słuszne ale to może nie wystarczyć na bardziej wypasioną służbową brykę...

piątek, 22 kwietnia 2011

Świąteczno-strategicznie

Mój drogi kolega Michał Zdziarski prowadzi na Wydziale Zarządzania UW zajęcia "Zarządzanie strategiczne". Dzięki jego zaproszeniu musiałem po pierwsze się zastanowić nad strategią naszej firmy (co nie jest łatwe jako, że takowej w ujęciu tradycyjnym nie posiadamy) a po drugie przygotować prezentację i opowiedzieć ją studentom. To drugie było już o wiele przyjemniejsze. Jako absolwent tego samego wydziału (dyplom 1994) nie miałem uczucia deja vu pomykając korytarzami na Szturmowej albowiem to co tam jest obecnie nie przypomina w niczym postsocjalistycznej siermiężności jaką zapamiętałem ze swoich lat studenckich. Po pierwsze nigdzie chyba nie można palić a jednym z dojmujących wspomnień z tamtych lat są dla mnie niekończące się parapety, na których godzinami (jarając jak parowozy) rozważaliśmy czy pora wskoczyć na zajęcia czy lepiej chwilę jeszcze pogadać...A teraz, miękkie wykładziny na korytarzach, na nich rzeźby z ASP, wszędzie bardzo europejsko czysto i przestronnie.

Dość wspomnień, w auli tak na oko, mogącej pomieścić ze 400 osób było studentów ze 20 razy mniej. A to co im opowiedziałem jest w tej prezentacji: http://www.slideshare.net/zebrus/refleksje-o-budowie-strategii-firmy-na-przykadzie-k2-internet-sa-7696412 Jest dużo obrazków a mało tekstu także nie powinno być kłopotów percepcyjnych. Szczególnie, że myśl właściwie jest jedna i to nie nowa. Niemniej jest a dotyczy ona mojego przekonania, że strategia jest zwodniczym i przereklamowanym aspektem powodzenia przedsiębiorstw. Planowanie strategiczne wzięło się wprost z taktyk ofensywno-obronnych i świetnie nadaje się wciąż do prowadzenia zbrojnych akcji niż do zarządzania ludźmi w takich biznesach jak nasz. Ludźmi jak wiadomo od pewnego czasu i tak nie da się właściwie zarządzać to po co się strategicznie napinać. Stąd większą mam wiarę (żeby była jasność - mówię o takiej działalności jaką mielę od 12 lat czyli agencyjno-internetowej) w przywództwo, kulturę organizacyjną, idee i wartości.. Ale to już opowieść na inną okazję !

sobota, 9 kwietnia 2011

Jeszcze o udziałach w rynku

Nie tak dawno pisałem o wynikach finansowych konkurencyjnych firm. W zeszłym roku IAB opublikował pierwszy raport, który próbował podsumować stan rynku agencji interaktywnych (http://www.iabpolska.pl/images/Raporty/raport%20_creativeex_2009_wyniki.zip).  Zakładam, że w maju tego roku możemy spodziewać się kolejnej wersji. Niemniej na potrzeby spotkań z inwestorami postanowiliśmy zrobić samodzielną analizę, która odpowiedziałaby przynajmniej na pytanie czy nie tracimy udziału w rynku. Zanim przejdziemy do metody szacowania udziałów wpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie jak definiujemy rynek. I tutaj już pojawia się spory problem. Tak w przypadku wspomnianego powyżej raportu ale także patrząc na publicznie dostępne dane finansowe nie sposób tak na prawdę stwierdzić kto i ile zarabia. To co określa tworzoną przez nas wartość to nasze honoraria ("fees and comissions") a takich danych praktycznie rzecz biorąc nikt nie udostępnia. To co widzimy to suma przychodów, na które składa się absolutnie wszystko: obrót mediowy, hosting, różnego rodzaju usługi, które kupujemy na rzecz naszych klientów. Mając świadomość ułomności takiego podejścia pozwoliliśmy sobie wskazane wyżej dane dotyczące przychodów poszczególnych agencji wzbogacić o szacunki dotyczące przychodów "wielkich nieobecnych" (nawet jeśli ktoś jest zdeterminowany by ukrywać swój biznes tak mocno by nie podawać danych do KRS to i tak takie dane gdzieś wypływają...).  Dodatkowo założyliśmy, że działa reguła Pareto - przyjęliśmy, że rozpoznane większe firmy stanowią 80% całego rynku komunikacji interaktywnej.  Takie założenia pozwoliły nam określić udział K2 w rynku w roku 2009 na poziomie 12,7%. Dodatkowe założenie jaki poczyniliśmy dotyczy tego, że rynek komunikacji interaktywnej jest liniowo zależy od wielkości rynku reklamy internetowej. Nie mam żadnego dowodu na taką hipotezę poza przekonaniem, że aktywność naszych klientów - czy to dotycząca takich działań jak budowa serwisów internetowych, wydatki na kreację a nawet nakłady na hosting - wszystko to jest funkcją liczby klientów on-line. Wydatki na reklamą internetową muszą być natomiast powiązane z liczbą internautów (przynajmniej w teorii i w dłuższym okresie).  Takie założenie pozwoliło nam nie tylko na (teoretyczne) spojrzenie w przeszłość ale także w przyszłość. Choć fakt, że twierdzimy, że nasz udział w rynku wzrósł w ostatnim roku nie powinien zaskakiwać - tempo wzrostu rynku reklamy internetowej w zeszłym roku to 17% a nasze przychody udało się zwiększyć o 30%...Obiecany wykres poniżej:

czwartek, 24 marca 2011

K2 organizacją non profit ?

Prezes, jak powszechnie wiadomo, ma klawe życie. Nic konkretnego nie zrobi a pensję bierze, umówmy się, niezłą. Immanentnym elementem klawego życia jest prezentowanie wyników finansowych. Jako spółka giełdowa publikujemy kwartalne wyniki finansowe ale wszyscy i tak patrzą na wyniki w skali całych 12 miesięcy. Wyniki można z mojej perspektywy podzielić na następujące kategorie: dobre i złe. Pewnie są jeszcze jakieś stany pośrednie ale nie utrudniajmy sobie nadmiernie życia. W związku z powyższym możemy mówić o dwóch scenariuszach. Pierwszy - publikujemy wyniki złe. Dziennikarze dostają delikatnych wypieków na twarzy. Niech jeszcze będzie cień szansy na poważniejsze problemy z finansowaniem to będziemy ciekawym tematem dla każdej gazety z sekcją gospodarczą. Otrzyjmy się o upadłość to być może nawet przyjedzie do nas CNN. Pracownicy pytają się czy firma będzie miała dość kasy by wpłacić pensje na koniec miesiąca. Co bardziej niecierpliwi aktualizują profile na linkedin i poważniej zastanawiają się czy 30 post ze zdjęciem kota opublikowany na FB w godzinach pracy i to jednego dnia na pewno pomoże w rozmowie z potencjalnym pracodawcą. Klienci każą się trzymać za rękę i patrząc w oczy powiedzieć, że firma ma stabilną sytuację finansową. Bank zastanawia się czy na pewno potrzebujemy tak dużego kredytu obrotowego. Ba, nawet zdarza się, że przyjaciele rwą się by zapłacić za lunch a ze spojrzeń można chyba wyczytać współczucie. Klawo ?

Scenariusz drugi - wyniki są dobre. Dziennikarze z trudem markują senność w trakcie konferencji prasowej. Wiadomo, dobre wyniki to nie jest żaden temat. Dobre wyniki to KAŻDY potrafi zrobić. Z hukiem się wyłożyć to jest dopiero spektakularna sprawa. Postawa zespołu (a przynajmniej części) jest z grubsza rzecz biorąc przewidywalna. Dlaczego zrobili wynik ? Bo gnoje nie płacą normalnych pensji, nic tylko czysty wyzysk a jeszcze każą wypełniać timesheet i czepiają się jak człowiek z czymś nie zdąży na czas. Z klientami sprawa jest prosta. Taaa, zrobili takie zyski...no a tak nam się od początku zdawało, że te ich ceny to takie za wysokie chyba są. I co - wygląda na to, że mieliśmy rację. Z bankiem sprawa jest jeszcze prostsza. Teraz dzwonią codziennie byśmy zwiększyli linię kredytową, której TERAZ oczywiście nie potrzebujemy bo mamy przecież do cholery dobre wyniki. Aha, z przyjacielami nie jadam obiadów bo - uwaga na nowe słowo w języku polskim - endżojowałem życie prezesa co nie zostawia czasu na inne przyjemności.

No ale dość narzekania. Płacą mi też za niewyczerpane zasoby dobrej energii i entuzjazmu, którymi przecież mam zarażać zespół. Mam w związku z tym kreatywny pomysł na poziomie strategi naszej firmy. Ba, jedynie wrodzona skromność nie pozwala nazwać mi tego klasycznym przykładem strategii Blue Ocean ! Otóż przekształcimy K2 w organizację Non Profit. Fundacja Dobrych Ludzi z K2. Fundacja Samo Dobro Dla Każdego K2. Dobra, weźmiemy do tego copywritera, nazwa nie jest tak istotna. Istotne jest to, że wreszcie będziemy mogli zrealizować szczerą i prawdziwą potrzebę naszych klientów by pracować za darmo. Co więcej, zatrudniając samych wolontariuszy zniknie nam odwieczny problem szukania równowagi pomiędzy potrzebami tych co są nam na naszym garnuszku, naszych inwestorów i klientów. No a teraz najważniejsze. Spółka, stowarzyszenia czy fundacja - KLUCZOWE jest by były zarządzane profesjonalnie. Czytaj - zarząd jednak będzie miał pensje. Klawe ?

niedziela, 20 marca 2011

Awesome Austin lub dlaczego lepiej teraz śpię

Ciekaw czy jestem w tej opinii wśród rodaków odosobniony ale jedna cecha amerykanów mnie zasadniczo osłabia. Jest to niezmącony niczym optymizm i radość granicząca z zupełną bezmyślnością, która każe właściwie wszystkie przymiotniki stopniować bardziej niż zdrowy rozsądek by nakazywał. Jesteś z Polski ? Awesome. Świeci słońce ? Amazing. Ciekawa prezentacja ? Incredible itp itd. Poza zasadniczo różnym kulturowym DNA nakłada się na to jeszcze osobowość. Innymi słowy - jeśli jesteś (jak ja) regularnym polskim mrukiem to nie jedź na South by Southwest (http://sxsw.com/) Niemniej wybrałem się i zupełnie tego nie żałuję. Co więcej myśląc o najlepszym określeniu tego czegoś przychodzi mi do głowy jedynie "awesome". Piszę całkiem świadomie "tego czegoś" bo SXSW wymyka się utartym definicjom. Oficjalna nazwa to festiwal bo impreza kiedyś miała charakter czysto muzyczny, później dodano filmy a teraz sama część Interactive przyciągnęła blisko 20 tysięcy uczestników. SXSW to nieprawdopodobna ilość seminariów, dyskusji, warsztatów - każdego dnia można było wybierać spośród czasem kilkunastu różnych aktywności dziejących się równolegle w różnych częściach miasta (incredible ?). Dodajmy do tego konkursy, całonocne (prawie) imprezy, targi, spotkania biznesowe itp. Ci, którzy prezentują i dyskutują też oczywiście nie są wybrani przypadkowo (zobaczenie takich osób jak Reid Hoffman czy Guy Kawasaki jest samo w sobie "amazing"). No dobra ale co to wszystko ma wspólnego z tytułowym spaniem ? Czasem trzeba pojechać bardzo daleko by zrozumieć coś co dzieje się bardzo blisko (wiem, że brzmi to jak słowa wielkiego filozofa ale niestety chyba to mi się tak napisało). Jestem w K2 ponad 10 lat i nie pamiętam byśmy kiedykolwiek mieli porównywalną liczbę zgłoszeń do pracy, które pochodzą z tradycyjnych agencji reklamowych. Właściwie to możemy sobie dziś obecnie wybierać tak osoby z obsługi klienta jak i z kreacji z dowolnej sieciowej (lub nie) agencji reklamowej. Jest to o tyle zdumiewające, że historycznie rzecz biorąc agencje interaktywne, szczególnie na najwyższych stanowiskach nie oferowały takiego wynagrodzenia jak topowe największe agencje reklamowe. Dodatkowo wszystko wskazuje, że poprawiająca się koniunktura powinna i przekłada się na większą liczbę zleceń a telewizja ma się w naszym kraju też lepiej. Niby w tym całym Teksasie nikt nie powiedział niczego odkrywczego, niby wszyscy już wiemy, że interactive jest i będzie coraz ważniejszy, rozumiemy, że fenomen FB nie jest przejściową modą, patrzymy co się dzieje na rynku gier, aplikacji mobilnych itp. Niemniej dopiero rzut oka na skalę zmian społecznych, które dzieją się tam dziś a jutro wydarzą się u nas pozwala rozumieć dlaczego ktoś chce zmienić sieciową agencję reklamową na nie - sieciowe K2. Od lat sypiam źle bo boję się, że nasi istotni klienci czyli największe międzynarodowe marki trafią w sidła, które na samej górze trzyma Sorell z WPP czy inny szef reklamowego holdingu. Takie zagrożenie jest i będzie bo holdingi inwestują mocno w digital. Niemniej z każdą aktywnością na FB, z każdą aplikacją na mobilne urządzenie, z każdym serwisem www, który wymaga więcej inżynierów niż art directorów coraz spokojniej patrzę w przyszłość. Nasza firma (i cała branża) wychowała się w świecie technologii, i tak długo jak to u nas a nie w agencjach reklamowych będą stały serwery to będę spał spokojnie. Do zbudowania wizerunku marki czy przygotowania strategii można zatrudnić ludzi. Zbudowanie zespołu, kompetencji, kupno ton informatycznego złomu wymaga czasu i pieniędzy - a tego tradycyjne agencje po prostu nie mają. Awesome ?

niedziela, 13 marca 2011

Rok 2020 rokiem marketingu mobilnego ?

Marketing mobilny miał być wielką rewolucją w naszej branży pierwszy raz bodajże w roku 2006, później w 2007 itd. Z każdym kolejnym stawiał się największą niespełnioną obietnicą. Obecnie, wraz z rosnącą ilością Iphone'ów w rękach przedstawicieli naszych klientów tudzież naszych inwestorów coraz częściej słyszę pytanie jak zamierzamy się zmierzyć z nadchodzącą rewolucją. I tutaj jest już pierwszy problem. Nic nie wskazuje, żeby czekała nas rewolucja. I to nie tylko w Polsce.  Otóż marketing mobilny jest wyraźnie kością niezgody pomiędzy agencjami i klientami w USA gdzie ci pierwsi oczekują tornada zleceń w tym obszarze a ci drudzy wolą więcej wydawać na to co a) rozumieją b) działa czyli m.in. na tak nowoczesne pomysły komunikacyjne jak serwisy www (więcej tu: http://www.emarketer.com/Article.aspx?R=1008275&AspxAutoDetectCookieSupport=1) Wydaje się to dość zrozumiałe biorąc pod uwagę to, że fakt iż na imprezie w klubie w Warszawie wszyscy mają Iphone'a, wszyscy odpalają na nim Facebook'a a nawet jedna osoba zalogowała się na Foursquare nie oznacza od razu, że takie zwyczaje mają konsumenci jogurtów Jogobella w ilości uzasadniającej jakiekolwiek inwestycje.

Nie ulega wątpliwości, że liczba konsumentów ze słuchawkami, w których drzemie moc komputera PC AD 2005 będzie rosnąć i prędzej czy później marketing oparty o aplikacje (bo tak zadecydowali chyba klienci choć długo łudziłem się, że zwycięży mobilna przeglądarka) będzie istotny w strategii i wydatkach naszych klientów. I tutaj pojawia się inny problem. Otóż na samych aplikacjach mobilnych zarabia się trudno. Całe szczęście, że mamy jeszcze trochę czasu by się z tym problemem zmierzyć...

wtorek, 1 marca 2011

Wyniki agencji interaktywnych

Na antyweb rozgorzała jakiś czas temu dyskusja o wynikach agencji interaktywnych w 2009r. (http://antyweb.pl/trudno-mi-wymyslic-do-tego-dobry-tytul-kazdy-bylby-jak-z-plotka/) Przy tej okazji nasuwa mi się nieodmiennie od lat to samo pytanie. Dlaczego na każdym normalnym rynku można stworzyć w miarę pełny ranking agencji a w Polsce jest to niemożliwe ? W UK się daje: http://top100.nma.co.uk/register.php. W RFN się daje: http://www.agenturranking.de/rankings/2010.html, nie mówiąc o USA i innych. Widzę już sceptyczne uśmiechy przedstawicieli innych agencji - K2 zależy na tym by pokazać, że jest największe. Otóż nie, ktokolwiek zna nas dłużej wie, że nawet jak byliśmy mikroskopijnym biznesem to pokazywaliśmy podstawowe dane (przychody/zatrudnienie).

Uważaliśmy, i wciąż uważamy, że przejrzystość jest ważna. Ale to nie jest najważniejsze. Znajomość podstawowych danych jest w interesie wszystkich - pozwala na benchmarking, daje szansę na oszacowanie udziałów w rynku, tempa jego rozwoju itp. I proszę mi nie mówić, że firmy należące do holdingów reklamowych nie mogą publikować takich danych. Każda spółka kapitałowa w Polsce musi składać sprawozdania do sądu...Jakiś czas temu próbowałem zainteresować tym IAB, udało się stworzyć pierwsze badanie ale jaki ma to sens, jeśli kilka największych agencji odmawia publikacji danych ???